Zmarł gen. Edward Pietrzyk – były ambasador w Iraku

Ambasador Edward Pietrzyk i jego ochrona z Jednostki Wojskowej GROM

Generał Stanisław Koziej poinformował na Twitterze o śmierci gen. Edwarda Pietrzyka, byłego dowódcy Wojsk Lądowych oraz ambasadora RP w Iraku i Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej.

W październiku 2007 roku w Bagdadzie doszło do zamachu na generała Pietrzyka. W wyniku ataku z wykorzystaniem samochodu-pułapki zginął jeden funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu, a kolejnych kilku i sam ambasador zostali ranni. Z pomocą naszemu konwojowi przyszli kontraktorzy z Academi / Blackwater, którzy swoim śmigłowcem ewakuowali ambasadora.

Po tych wydarzeniach BOR wycofał swoich funkcjonariusz z placówek w Iraku i Afganistanie, a zadania ochrony przejęli żołnierze Jednostki Wojskowej GROM. Na zdjęciu gen. Pietrzyk razem ze swoją ochroną z GROMu. 

W 2008 roku tak wspominał swój powrót do Iraku po tych wydarzeniach w rozmowie z Gazetą Wyborczą:

Miałem jedno, honorowe zobowiązanie. Żona i mama Bartka, mojego kierowcy, który zginął w zamachu, poprosiły mnie, żebym tam na miejscu zapalił mały znicz. Żona Bartka wręczyła mi go przed wyjazdem. Pojechałem w towarzystwie gromowców. Zajeżdżamy na tą ulicę Bagdadu z zaskoczenia. Wysiadam i zapalam ten znicz. Klękam, żeby się pomodlić za Bartka. I wtedy na tym samym dachu, z którego wtedy do nas walili, pojawiają się ludzie z bronią. Dowódca gromowców krzyczy: Panie ambasadorze, w nogi, bo nas tu pozabijają! To było 25 stycznia tego roku. Odjechaliśmy tak szybko, jak tylko się dało. Taki jest Bagdad“.

Skierowanie do ochrony placówki nie było pierwszą okazją Jednostki do “wizyty” w ambasadzie. Kilka lat wcześniej, tuż po wybuchu wojny irackiej, GROM dostał od polskiego rządu polecenie zabezpieczenia budynku ambasady w Bagdadzie. Zadanie zajęło kilka dni, a żołnierze bez problemów zajęli pusty budynek. Później niestety musieli spędzić w nim kolejne tygodnie w bezczynności, aż do czasu przylotu polskich dyplomatów. Co ciekawe dyplomaci nie przylecieli bezpośrednio do Bagdadu, a do Jordanii, skąd GROM musiał ich przetransportować do ambasady. Powodem były tańsze bilety do Ammanu.

Fot.  Trzynaście moich lat w JW GROM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.