“You are tough man Piter”

Soyers - weteran Jednostki Wojskowej Komandosów w Afganistanie

Południowy Afganistan, KAF, rok 2017.
Jednostka Wojskowa Komandosów (SOAT)

Zostało kilka minut do wyjazdu na lotnisko. Chwile temu skończyłem ostatnie uzgodnienia przez telefon z wszystkimi elementami powietrznymi wspierającymi naszą operację. Śmigłowce MH-47G są już w powietrzu i kierują się do naszej bazy. Osobiście z TOCu (Tactical Operation Center) sprawdziłem z nimi łączność, aby się upewnić, że nadajemy na tych samych kluczach kryptograficznych.

Na łóżku leży rozłożony cały sprzęt jaki zabieram na operację. Karabinek HK416 i magazynki, pistolet Glock17, kamizelka, hełm z noktowizją, dwa radia Harris (117G oraz 152) jedno do łączności ze środkami powietrznymi a drugie do łączności z wszystkimi operatorami w zespole, GRG – Gridded Reference Graphic, którą osobiście przygotowuję przed każdą operacją i którą posiada każdy operator oraz wszystkie środki wsparcia. Dodatkowo woda, apteczka, 2 opaski uciskowe, opatrunek, zapasowe baterie, strobo, batony energetyczne, itd….
Powoli zaczynam na siebie wszystko zakładać sprawdzając jeszcze raz czy wszystko działa.

Nagle do mojego pokoju wpada zastępca dowódcy naszego TFu (Task Force):

– Soyers, chodź szybko do dowódcy, pilny telefon z SOAGu (Special Operations Advisory Groups, które są częścią NATO Special Operations Component Command–Afghanistan/Special Operations Joint Task Force–Afghanistan (NSOCC-A/SOJTF-A).

– O co chodzi? Ja muszę za kilka minut być na lotnisku, śmigłowce zaraz lądują.

– Choc szybko, pilna sprawa. Dzwoni Air Director (osoba odpowiedzialna za wsparcie powietrzne), nie dostaniemy AC-130 GUNSHIP na robotę!

– Jak nie dostaniemy? Nie ma ku..a takiej opcji! – już idę tylko zabiorę wszystko, żeby się tu nie wracać!

Dowódca siedzi pochylony nad telefonem (video połączenie), kiedy wchodzę, ubrany w cały sprzęt na robotę, do jego gabinetu.

– O, jest nasz JTAC!

– Witam, w czym mogę pomóc – zwracam się do brytyjskiego pułkownika, który pełni funkcję Air Directora! Znam go tylko z wiadomości mailowych, które często wymieniamy uzgadniając detale wsparcia powietrznego prowadzonych operacji. On stacjonuje w Kabulu.

– Witam Piter, jak się masz – zagaduje z charakterystycznym brytyjskim akcentem.

– Dziękuję, świetnie. Mam mało czasu, bo jadę na lotnisko. O co chodzi?

– Niestety nie dostaniecie wsparcia AC-130 na robotę.

– To niemożliwe! AC-130 jest niezbędny i musi być na tę robotę! – odpowiadam zwięźle.

– Nie dostaniecie AC-130, ale w zamian dostaniecie drugą parę AH64 Apache.

– AH64 to nie to samo co AC-130! CONOP został zatwierdzony, a tam jest jasno napisane, że AC-130 to MINIMUM FORCE!

– Ale AH64 zrobi tą samą robotę co AC-130! Dzięki temu będziecie mieć cały czas osłonę z powietrza.

– Proszę mi nie tłumaczyć jak używać wsparcie powietrzne, bo zajmuje się tym od kilku lat w Afganistanie. Jeżeli chcecie dać drugą parę Apachy to chętnie weźmiemy, znajdzie się dla nich robota. AC-130 ma być! Czy coś jeszcze bo muszę lecieć na lotnisko?!

– Ale AC-130 jest potrzebny gdzieś indziej!

– AC-130 jest nam niezbędny do bezpiecznego wykonania operacji HRO i nie możemy z niego zrezygnować. Przykro mi. Czy coś jeszcze bo musze uciekać na lotnisko! za chwile lądują śmigłowce.

– You are tough man Piter. Good lack!

– Thanks

Odłożyłem słuchawkę i skierowałem się w stronę drzwi.

– Co teraz? – spytał dowódca.

– Nic! Robimy swoje! Nie mogą zabrać AC-130. Gdyby mogli to zrobić to by do nas nie dzwonili. Chcieli, żebym się zgodził! Ac-130 to minimum force. Musieliby odwołać naszą operację! A to jest operacja HRO (Hostage Release Operation – operacja odbijania zakładników) więc odwołać się nie odważą!

O godzinie 22.15 stawiliśmy się na lotnisku KAF na rampie GOLF 2 gdzie już czekały na nas 2 z czterech śmigłowców MH-47G, pozostałe jeszcze się tankowały po przylocie z BAFu, gdzie stacjonują. Było nas łącznie 12 operatorów SOAT50, w naszym składzie był jeden podoficer komórki S-2 celem wsparcia przeprowadzenia dokładnego SSE na obiekcie. Około 22.30 na rampie pojawili się operatorzy ATF444. Co rzuca się w oczy to świetne zgranie i dyscyplinę w tym szwadronie „czwórek”. Około 22.45 na rampie pojawiły się kolejne dwa śmigłowce wraz z dowódcą Brayanem.

Krótki briefing „face to face” z dowódca lotu, celem potwierdzenia wszystkich ustaleń z AMB. Od Brayana dowiedziałem się, że AC-130 zabezpieczy nasz INFIL, a następnie po paru minutach będzie musiał udać się do tankowca powietrznego, aby zatankować paliwo w powietrzu, gdyż w rejonie operacji pojawi się bez paliwa. Leci do nas prosto z innej operacji.

Troszkę to komplikuje nasze działanie, ale na szczęście AH-64 mają tyle paliwa, żeby zostać z nami w rejonie operacji do czasu powrotu AC-130.

Opowiedziałem Brayanowi o mojej rozmowie z air directorem. Zaśmiał się tylko i pokiwał głową!

Ważne słowa wtedy powiedział: „Jeśli będziecie nas potrzebować, a nie będzie osłony APACHY ani GUNSHIPA nie wahaj się nas wzywać. PRZYLECIMY, nie zostawimy was!”

Świadomość, że nie zostaniesz w tym rejonie sam jest bardzo ważna i dodaje pewności siebie. Czas potrzebny na tankowanie dla AC-130 to około 1h, a czas pobytu AH-64 to 1.20, więc powinno wystarczyć, gdyż z AWT (Air Weapon Team) spotykamy się chwile przed lądowaniem!

Przed startem szybkie przeszkolenie, celem przypomnienia, dla wszystkich operatorów naszego SOATu z obsługi broni pokładowej na śmigłowcach, na wypadek utraty gunnera. Śmigłowce uzbrojone są w dwa 6-lufowe karabiny maszynowe 7,62mm w systemie Gatlinga -M134 Minigun oraz dwa karabiny maszynowe M240 także 7.62mm.

O godzinie 23.00 nastąpił załadunek do śmigłowców. Block 1 wraz z C2 oraz oba szturmy z „czwórek” wsiadły na śmigłowiec 11, gdzie także był dowódca lotu. Block 2 i 3 zajęli miejsca w śmigłowcu 12, jeden łącznościowiec z SOAT, tłumacz oraz ATAC z „czwórek” w śmigłowcu 13, jako element łącznikowy dla QRF który wystawiał SOK 7 z bazy ANTONIK. Śmigłowiec numer 14 pełni rolę CASEVAC, dlatego na pokładzie znajduje się dwóch PJ. Przybiliśmy piątkę i na szybko omówiliśmy nasz plan działania. Widać, że chłopaki znają się na robocie!

O godzinie 23.17 śmigłowce rozpoczęły procedurę uruchamiania śmigłowców, następnie ważenie, przemieszczenie do miejsca startu i około 23.30 wystartowały w kierunku miejsca operacji. Ciężki, opancerzony śmigłowiec odrywa się od ziemi z niesamowitą lekkością, aż wgniata w siedzenie! Lot maił trwać dokładnie jedną godzinę i dwie minuty!. Jako JTAC podłączyłem się do wewnętrznego systemu łączności w śmigłowcu. Chwile po stracie, zaraz za bazą, śmigłowce lecąc nisko nad ziemią rozpoczęły procedurę fire test. Co ciekawe cały fire test odbywał się na symulowanym scenariuszu. Pilot podawał hipotetyczny cel, jego położenie i zgodę na otwarcie ognia dla gunnera, wykonując w tym czasie bardzo gwałtowne manewry śmigłowcem! Każdy moment jest dobry na trening! Nie raz już się o tym przekonałem….

CDN!


Jeśli chcecie trzymać rękę na pulsie to koniecznie polubcie profil firmy Soyersa – „POL SOF Academy – PSA – Strzelanie/ Taktyka/ Planowanie” w serwisie Facebook.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *