Treningi FORMOZY poza Bałtykiem

Dariusz Wichniarek - Formoza - Kabul, Afganistan

We wrześniu ubiegłego roku Andrzej Braiter, redaktor naczelny Gentleman Magazine rozmawiał z komandorem Dariuszem Wichniarkiem, byłym dowódcą Jednostki Wojskowej FORMOZA. Jednym z tematów była współpraca treningowa polskich morskich komandosów i wymiana doświadczeń z partnerami zagranicznymi. Oto fragment tej rozmowy:

“Andrzej Braiter: W bardzo dalekim kraju za oceanem, w którym się wychowałem, w sali odpraw jednostki tzw. płetwonurków walczących, która jest na małej wysepce w uroczym, wprost romantycznym miejscu, jest zawieszony polski symbol formacji będącej polskim odpowiednikiem tamtejszej. Widać zatem, że kontakty partnerskie są utrzymywane przez jednostki o zbliżonym profilu i Polacy są rozpoznawani daleko od swojego kraju dzięki swoim zawodowym kompetencjom. Czy polscy żołnierze dużo trenują w warunkach odmiennych od polskiego Bałtyku?

Kmdr Dariusz Wichniarek: Pewnie nie tak dużo, jak by chcieli, ale regularna wymiana doświadczeń z partnerami zagranicznymi bardzo dobrze służy podnoszeniu umiejętności. Pomimo, że w ramach NATO posługujemy się tą samą doktryną działań specjalnych, każda jednostka specjalna ma opracowane własne metody działania i procedury postępowania w określonych sytuacjach. Dlatego operatorzy polskich jednostek specjalnych trenują w różnych warunkach klimatycznych, terenowych, hydrometeorologicznych po to, aby się wszechstronnie przygotować do realizacji działań specjalnych.

Dariusz Wichniarek - Formoza - Kabul, Afganistan

Jeżeli chodzi o morskie działania specjalne, to przypominają mi się dwie zabawne sytuacje. Pierwsza miała miejsce na wspólnym treningu z jednym z naszych zachodnich partnerów – słynnej jednostki morskich działań specjalnych, której operatorzy z reguły nurkowali w nieco cieplejszych wodach niż nasz kochany Bałtyk. Kiedy zauważyłem, że operatorzy tej formacji przygotowują się do nurkowania na zadanym dystansie z zadanym kursem i zakładają płetwy z piórem z tworzywa sztucznego, zwróciłem im uwagę, że to nie są dobre płetwy do pływania w Bałtyku w grudniu. Na co usłyszałem butną odpowiedź, że są to najlepsze płetwy ich rodzimej produkcji i dlatego sprawdzają się w każdym akwenie. Jakież było moje rozbawienie, kiedy po treningu, w którym nie udało im się dotrzymać naszego tempa pływania pod wodą, każdy z nich, wychodząc z wody, rzucał te płetwy ze złością w kąt, a po treningu kazali się zawieść do sklepu ze sprzętem nurkowym w celu zakupu płetw gumowych, które były elementem naszego wyposażenia. Drugie zdarzenie miało miejsce w kraju położonym na zachodniej flance NATO, gdzie zdobywaliśmy doświadczenie z prowadzenia morskich działań specjalnych w zburzonych falach Atlantyku.

W naszych działaniach na Bałtyku bardzo rzadko wykorzystywaliśmy łodzie pneumatyczne z silnikiem zaburtowym do lądowania na plaży z uwagi na hałas silnika, stanowiący czynnik wysoce demaskujący nasze działania, które co do zasady powinny być skryte. Na Atlantyku mogliśmy sobie jednak pozwolić na większą nonszalancję, bowiem ryk oceanu kompletnie zagłuszał hałaśliwą pracę silników zaburtowych, a desant mógł niepostrzeżenie wylądować nawet kilka metrów od obserwatorów stojących na plaży. Nie ukrywam, że nasza ostrożność podczas planowania tego typu działań wzbudzała szydercze uśmiechy naszych zachodnich kolegów. Cóż, człowiek uczy się całe życie, a w tym fachu należy się uczyć rzemiosła choćby i od diabła (morskiego)”.

Całą rozmowę możecie znaleźć na stronie GentlemanMagazine.pl.

Comments

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.