Rocznica afgańskiego sukcesu

Jednostka GROM w Afganistanie. Z odsłoniętą twarzą Arek Dębiński pseudonim Motyl.

W połowie października 2011 roku polskie media obiegła informacja o sukcesie polskich żołnierzy w Afganistanie. W nocy z 8 na 9 października komandosi z Jednostki Wojskowej GROM zatrzymali Mawlawi’ego Shafiqa, znajdującego się na liście JPEL (Joint Prioritized Effects List) – liście najbardziej poszukiwanych rebeliantów w Afganistanie.

Był on podejrzanym.in. o ataki na patrole międzynarodowych wojsk koalicyjnych ISAF, a także sporządzanie i dystrybucję min-pułapek, którymi rebelianci faszerują drogi oraz zabijają żołnierzy i afgańskich cywilów. Przeprowadzenie operacji było możliwe dzięki oficerom Służby Kontrwywiadu Wojskowego, operatorom Wojsk Specjalnych oraz funkcjonariuszom afgańskiej służby bezpieczeństwa NDS (National Directorate of Security), którzy ustalili, że Mawlawi Shafiq przebywa w dystrykcie Qarabagh.

Cichociemni w akcji

Tak wspomnianą akcję w artykule „Cichociemni nowej generacji” zamieszczonym w magazynie „Polska Zbrojna” w maju 2012 roku opisywał Bogusław Politowski:

O wyznaczonej godzinie wystartowały w powietrze polskie bezzałogowce. Na lądowisku bazy zaczęły grzać silniki transportowe śmigłowce Mi-17 i szturmowe Mi-24 – miały zapewnić wsparcie z powietrza. Dowodzący akcją porozumieli się z Amerykanami i uzgodnili procedury wsparcia lotniczego (Close AirSuport). Do ewentualnej pomocy operatorom sojusznicy przydzielili dyżurujący nad Afganistanem bombowiec strategiczny dalekiego zasięgu B-1B. Gdy nadeszła noc, żołnierze GROM i komandosi afgańscy ruszyli w drogę

Jednostka GROM, Afganistan

Wylądowali bez przeszkód. Uzbrojeni i wyposażeni po zęby skrycie podeszli do wioski. Afgańczycy z NDS mogli przeprowadzić akcję sami, ale obawiali się groźnego rebelianta. Polacy uczestniczyli więc w zadaniu, wspierając ich taktycznie. 

Operatorzy bezszelestnie podeszli do zabudowań. Czuli siępewniej, gdy wiedzieli, że cały teren lustruje samolot bezzałogowy. Na monitorach w centrum dowodzenia operacją (Tactical Operation Center, TOC) dyżurni nie dostrzegali żadnego zagrożenia, mimo to w napięciu obserwowali monitory. Łączność radiowa była ograniczona. Żołnierze obawiali się, że watażka może mieć włączony skaner nasłuchowy. Nie było zbędnych poleceń. Każdy operator doskonale wiedział, gdzie zająć stanowisko.Gdy wszyscy byli na miejscach, padła komenda do szturmu. 

Z założonymi goglami noktowizyjnymi i bronią gotową dostrzału jako pierwsi do domu talibskiego dowódcy weszli komandosi afgańscy. Takie są reguły: gospodarze idą na czele. 

Żołnierze wiedzieli, że Shafiq i jego podkomendni są uzbrojeni. Starano się więc wykorzystać element zaskoczenia. Gdy Afgańczycy, a za nimi operatorzy GROM, weszli do kalaty, w ciągu kilku sekund opanowali wszystkie pomieszczenia. Zanim minęła minuta, przebywający tam mężczyźni zostali obezwładnieni. Mułła Shafiq i trzech jego ochroniarzy nie zdążyli sięgnąć po broń. Nie było rozlewu krwi. 

(…) 

Gdy śmigłowce Mi-17 z operatorami i zatrzymanymi wylądowały w bazie, akcję uznano za zakończoną. Mawlawi Shafiq i trzej jego ludzie trafili do więzienia„.

Jeśli myślicie, że to koniec historii Mawlawi`ego Shafiqa to mamy złe wieści. Jeszcze w marcu 2020 roku PSBANAN Media Group na swojej stronie internetowej informowało o atakach talibów pod przywództwem Malawi Shafiqa w prowincji Faryab w północnym Afganistanie.

 

Fot. Arkadiusz MotyL Dembiński, SOF Project Krzysztof Puwalski

Zdjęcia zamieszczone w materiale mają wyłącznie charakter poglądowy.

Magazyn „Polska Zbrojna – maj 2012”, a w nim cały artykuł Bogusława Politowskiego 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *