Robota na Zatoce i pierwszy bohater RP

Tomasz Nepelski Zamość - Jednostka Wojskowa GROM

Leci film. Super film wojenny. Klasyk gatunku. Nie wiem o co chodzi, ale będąc na wojnie człowiek ogląda filmy wojenne. Ciągnie go do tego jak muchę do lepu. Jakby mało było mu tego obrazu wojennego wokół, gdzie każdy cywil już by się ze sto razy zrzygał i mdlał. Człowiek nabiera innych cech ważnych dla siebie – zimnego, bezuczuciowego myślenia, bez emocji. Emocje, uczucia są zarezerwowane dla rodziny, przyjaciół, znajomych…

Black Hawk Down, tak to ten film. Od tej pory stałem się stałym bywalcem tej zacnej kryjówki i za każdym razem grono nasze powiększało się o następnych chłopaków z firmy i innych firm trzyliterowych. Co tu robić jak nie ma co robić a powinno się odpoczywać i zbierać siły i myśli na następny etap wojny.

Jak ktoś tak szybko wraca…

Kiedy ty spisz albo powinieneś to inna grupa robi robotę i tak na zmianę. Doba jest krótka i nikt nie pozwoli sobie na długi odpoczynek. Siup i do roboty. Ledwo zeszliśmy na pokład marka i RIBów, a już widzimy jak druga paka wraca. O kurczę. O co chodzi? Co się zesrało, że tak szybko wracają? Jeszcze dobrze nie weszli do roboty, a już wracają. Jak ktoś tak szybko wraca to musiało się coś złego stać. Ktoś zginął, ranny, o kur…

Stoimy wszyscy jak jeden Bóg, nasze twarze, myśli lecą na ich łódź. Każdy chce usłyszeć dobra nowinę. Że nic złego, wszystko jest ok. Nikt z Nas nie bierze do wiadomości złych rzeczy. Nie po to się szkolimy. Nie po to podatnik w nas wierzy żebyśmy umierali, ginęli. My jesteśmy po to żeby aranżować spotkania z bogiem tej drugiej stronie, tym co źle myślą o naszej Ojczyźnie.

Prawie jak w korpo

Dochodzą do nas prawa burtą, stają. Krzyczą, drą się do NAS – ,,Niespodzianka łapiduchy – MOB”. Tak zapierdalali markiem V że podczas zmiany kierunku K wyleciał za burtę i mieli akcję MOBa (man over boat), człowiek za burtą, czyli ratowali operatora. Jak opowiadał K tak go wyrzuciło z pokładu, że nie wiedział kiedy oderwało go od pokładu. A przecież ważył ze sprzętem dobre ponad 100 kg i trzymał się poręczy, dupskiem siedział.

Jak szedł na dno to tylko broń chwycił rękoma. Otworzył oczy, pizdnął nogami żeby wyjść na powierzchnie, bo w mózgu zakotłowało się czerwone światło że tlen na wykończeniu. Dopływ tlenu do mózgu w fazie krytycznej. Wyszedł z kiszką u szyi, czyli boja ratowniczą. Cały jego sprzęt mokry, a broń po paru chwilach była cała czerwona od rdzy, sól morska zaczęła akcje wpierdalania… Jego KAC 14,5 cala z granatnikiem M203 40mm. Sprzęt pierwszej klasy.

Człowiek cały. Przygoda i strach w jednym. Ile to człowiek się stresu na je, a kurw.. jest tylko na wojnie, prawie jak w korpo….a idź pan z tym w chu….

Tomasz Nepelski Zamość - Jednostka Wojskowa GROM

Chłopkami po odstawieniu K wrócili do roboty , podobnie jak my tłukli wszystko w następnym sektorze, który był w naszej strefie odpowiedzialności. Zbliżaliśmy się wielkimi krokami do wrót Iraku. Droga coraz bardziej się otwierała, a my robiliśmy wielkie postępy w tej inwazji.

Człek z innej bajki

Nastąpiła zmiana. My świeżo wypoczęci, wyspani, nakarmieni z łbem pełni optymizmu po szybkiej odprawie siadamy na marka V. Wodzu z nami i jeszcze D-ca JW. GROM. Ten to nawet wojny nie czuł, tego klimatu zagrożenia. Człek z innej bajki. Pistolet USP z boku na panelu udowym, dwa magazynki, beret na głowie, zero medycyny, czy sprzętu do walki. Inaczej niż reszta dowódców od Sealsów, czy innych trzyliterówek. Chłop z zerowym pojęciem o wojnie i zagrożeniu jakim stwarzał nam swą osobą. Nie ogarniałem tego lekkoduchostwa naszego dowódcy JW. Tym bardziej, że był dowódcą Wojskowej Formacji Specjalnej GROM, a nie kurnika. A to do czegoś zobowiązuje. Ale takie zachowanie zawsze towarzyszy ludziom bez selekcji i kursu podstawowego.

Siadamy na marka V i liczymy że on z nami nie leci. Takie przepuszczenie, marzenie. Kilka informacji z odprawy u Wodza, updejt ostatnich sytuacji i info z pola walki. Najistotniejsza informacja dla nas to że są w zatoce douły (statek drewniany lub metalowy kilkunastu metrowy ) wypełniony materiałem wybuchowym zorientowany tylko na wysadzenie HSV – centrum kontroli wszechświata i nasz DOM. Mamy robić swoje i znaleźć statki z MW.

Z operatorami to jest tak, że jak jest – to każdy go chce. Im ich więcej tym lepiej. Każdy karabin się przyda, a z resztą to im ich mniej albo wcale tym lepiej, bo trzeba się nimi opiekować jak dziećmi. A to obniża zdolność bojową i zawsze tacy ludzie przeszkadzaj w robocie.

Płyniemy na wskazany sektor

Cele, łodzie z materiałami wybuchowymi są dwie. Mają za zadanie wbić się w statek wojsk sojuszniczych i go zatopić, aby opóźnić lub uniemożliwić swobodne kursowanie na szlaku wodnym statków sojuszniczych do portu Umm Kasr i Basry. Przesiadamy się na riba. Cała sekcja M plus d-ca JW., tak kurw.. Tak, on też. Jak dziecko niechciane, wciska się miedzy nas i przeszkadza. By to chu….

Płyniemy we wskazanym kierunku, z HSV oczy skierowane na nas. Każdy lubił patrzeć jak robimy robotę. Poezja ruchów i dynamiki. Finezja taktyki i techniki operowania na akwenie morskim. Obserwowanie naszych działań sprawiało wielką radość innym żołnierzom w tych okrutnych czasach wojny. Dobijamy dziobem do łodzi. Wygląda jak każda inna. Z zewnątrz zero ruchu. Smutna, bez oznak życia na zewnątrz.

Z- wchodzi pierwszy, drugi M, trzeci S, a ja jestem piaty w kolejności wejścia. Przed lufa miga mi postać z pistoletem u boku i w szarym berecie na głowie w naszym mundurze polowym pustynnym. Rozpychający się na boki, wchodzący w sektory ostrzału. Kurwa, debil, pajac pierdolon…, przykurcz reakcji i kompleksów.

Rozpływamy się po łajbie. Łapie luk, chwytam za rączkę i już chce otworzyć. Słyszę – miny. O chu… Zamarzam na sekundę. Patrzę. Wszyscy jak w bajce stop-klatka. M daje sygnał – bagno. Z – odkrywa derkę z kanapy. Tak myśli. A tu niespodzianka – materiały wybuchowe połączone kablami. Z innych stron słychać to samo BAGNO. Ten statek czekał na nas. Zaczyna się. Budźcie starego – „o kurczę, ale dużo materiałów wybuchowych”, min, o żesz., orzeszku.

Krecik z czeskiej bajki

Powinniśmy spierdal… Im szybciej tym lepiej, ale nie tym razem. Sygnał poszedł i wszyscy do wyjścia. Ustawiamy się. M – robi bramkę. Liczy nas, a my schodzimy na riba, który dziobem przybił do statku. Stajemy i widzimy jak na końcu riba, za ostatnim rzędem siedzeń wychyla się głowa człowieka. Tak, to on. Był to pierwszy bohater Rzeczpospolitej. Jeszcze minute temu wsadzał się nam miedzy lufy, a teraz jak krecik z czeskiej bajki spogląda na nas z ostatniego rzędu siedzeń, szukając w nas pomocy. Te oczy, to spojrzenie do dziś mnie bawi.

Jego meldunki do Polski i Sztabu Generalnego, czasami nazywany sztabem genialnym przeszły do historii Firmy. Jak to on osobiście rozbroił 2 tony materiałów. Wszyscy czekaliśmy kiedy poleci do domu razem ze swoimi pieskami i uwolni nas od swego jejściejstwa. Co ten Wodzu i Darek(dowódca i zastępca Oddziału Bojowego A) musieli wytrzymać z tym geniuszem Karpat i kraju nadwiślanego, słońcem Karpat (🤣).

Schodzimy na riba.

Siadamy wszyscy zdrowi i cali. Odbijamy od statku-pułapki z materiałami wybuchowymi. Wodzu śle meldunek na HSV o niespodziance. My mamy wracać pod HSV, a łajbę przejmują pirotechnicy z US Navy. To jedna z najlepszych jednostek w tym rzemiośle – pirotechnicy nurkowie. Przejęli od nas łódź z bezpiecznej odległości po dobrym updejcie od nas. Oni wiedzą że drugiej szansy nie ma. Trzeba to zrobić szybko i sprawnie. Łódź można zdetonować w każdej chwili na różne sposoby. Przejebana robota uzależniona od innej strony, wchodzisz a ktoś włącza zegar i naciska guzik – wysadzam. Trzeba się wbić w te parę sekund nieuwagi wroga i je wykorzystać. My swój czas wykorzystaliśmy dobrze. Teraz pora na nich. 

Robota zawsze się znajdzie. Wracamy na HSV. Statek przejmują amerykańscy pirotechnicy, a my spokojnie odpływamy na pokładzie katamaranu w siną dal. Im dalej tym bezpieczniej. Mija czas. Godzina, dwie. Jest sygnał. Pierdolni…e. Aż zachwiało tak potężnym statkiem. W górę poszedł smok dymu. Powstała fala – kto chciał to wskakiwał na deskę i pływał. I tyle z naszej roboty. Ja nigdy nie pojmę jak to jest, że wokół napierdalanka, a człowiek jakby nigdy nic bierze i robi sobie herbatę czy obiad, czy robi inną rzecz niestosowną do wojny, oderwaną od rzeczywistości. Nowy cel trzeba szukać, a tych nie brakowało.

Jest robota

Panowie jest robota – wejść na tankowiec. Przesiedliśmy się z marka na avona (rodzaj łodzi gumowej dla 6-8 operatorów) i sekcja ruszyła w stronę tankowca, na którym stwierdzono ruchy wojsk wrogich. Panowie, tam są ludzie i idą stamtąd sygnały dowodzenia. Od brzegu do tankowca było z 50 metrów plaży. Tankowiec stał na mieliźnie, a przed nim wyspa błota. Cyk, podpływamy na łodzi. Za sterami US NAVY z wieloletnim stażem w SBT(jednostka US navy – sternicy), nie byle kto. Schodzę z łodzi na styku woda-ląd z prawej burty. Z lewej schodzi B z A.

Nagle skok manetki. Silnik dostaje gazu. Koń się spłoszył, emocje wygrały. Łódź nakrywa mnie i chłopaka lewej. Zostaje wbity w błoto i pod wodę. Wypływam na powierzchnie, a po mnie spływa szlam błota i wody. Wyglądam jak ufoludek, co za chujn… Wchodzę na łódź razem z resztą. Chyba ktoś się połapał w tym cyrku. Mamy wracać na Marka V. Od linii brzegu do statku było dobre 50 metrów mułu. Operacja Irena skończyła się szybciej niż zaczęła. Ja cały ociekający w błocie, ze szlamem w ustach i uszach. Walczący o życie z błotem a nie z wrogiem. Kabaret.

Tomasz Nepelski Zamość - Jednostka Wojskowa GROM

Na markach każdy z nas miał czarna torbę i plecak, więc szybka przebiórka ciuchów i powrót na HSV całej paki. Czasami tak jest, że coś robisz i klapa. Szefostwo odpuściło sobie abordaż tego statku. Wysłało tam inna moc – bardziej piekielną niż my, materialną i też bardzo skuteczną. Dla całej naszej paki robota na dzisiaj się skończyła. Nie było sensu pchać nas na siłę dalej. Potrzebowaliśmy czas na wypranie ubrań , sprawdzenie sprzętu, wyczyszczenie broni i przygotowanie się do dalszej roboty.

 

O Autorze:

TOMASZ „ZAMOŚĆ” NEPELSKI

Właściciel firmy SOF Tactics by Tomasz Nepelski. Oficer rezerwy. Operator z 24-letnim doświadczeniem w służbie Ojczyźnie – w tym 19 lat w JEDNOSTCE SPECJALNEJ GROM.

Instruktor technik antyterrorystycznych, strzelectwa, wspinaczki skałkowej oraz survivalu. Absolwent wielu uczelni krajowych w tym: Szkoły Chorążych w Toruniu, Wyższej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Pułtusku oraz Nadbużańskiej Szkoły Wyższej im. Marka J. Karpia w Siemiatyczach. Swoje 24-letnie doświadczenie zdobywał podczas operacji specjalnych w rejonie Zatoki Perskiej, Bliskiego Wschodu oraz Azji Środkowej.

Zobacz także:

strona internetowa SOF Tactics by Tomasz Nepelski

strona na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *