Opowieści z wojny – Pożegnanie z Basrą

Opowieści z wojny - Basra - chinook

Nasz czas dobiegał końca w okolicach Basry. Statki czy obiekty na wodzie czy ladzie, które nam zostały przypisane do roboty były zrobione. Oczekiwałem już tylko na szybki przerzut do „domu”. Lecz jak to w wojsku albo się czas goni albo czeka i wytapia jak smalec na wolnym ogniu.

Każdy dowódca jak ma głowę i porządnych ludzi pod sobą to wykorzystuje ich wiedzę i umiejętności, doświadczenie na maksa w zamian dając im to czego najbardziej lubią, pożądają – robotę. Dobrą robotę. Taką, w którą pójdą i do której się szykowali długo, czy marzyli o niej długo. A po jej skończeniu będzie uśmiech satysfakcji jakby zdobyli mistrzostwo świata. Bo to kwestia charakteru, a nie sprzętu decyduje o tym, czy jesteś dobry, czy tylko myślisz, że jesteś dobry.

śmigłowce w okolicach Basry

Rzucasz się na robotę, której inni nie chcą wziąść albo im ich fantazja nie pozwala na taki ruch. MY w Basrze dziennie zrobiliśmy po naście statków i obiektów. Były dni, że i po kilkadziesiąt statków małych i dużych robiliśmy przechodząc czy skacząc z jednego na drugi. Żeby to robić musieliśmy mieć wiedzę nie tylko tę o taktyce i technice, ale i tę z zarzadzania zasobami ludzkimi i sprawność fizyczną. Bo kto wytrzyma na MRE dwa miesiące w walce przy małym natężeniu snu, a dużym wysiłku psychicznym? Każdego kiedyś dopada zmęczenie. Mnie również. Nie jestem cyborgiem, maszyną tylko człowiekiem z ograniczeniami i z wolą walki.

Najgorsze co może być

Noc przesiedzieliśmy na stanowiskach w bazie wojskowej zajętej po gwardzistach Saddama. Noc jak to noc, nic ciekawego tylko ciągnie się jak flaki z olejem. Oczekiwanie na wroga się dłuży. Najgorsze co może być to czekanie na niego kiedy on zbiera siły, reorganizuje się. A ty w oczekiwaniu zaczynasz czuć zmęczenie. Niewyspane noce i dnie, które kumulują się w chwili kiedy powinieneś być wypoczęty i gotowy do walki. Do walki jestem gotowy, ale zmęczenia nie oszukam . Zmieniamy się co kilka godzin w posterunku zrobionym w budynku. Patrzę w tę ciemną otchłań. Czasami czarną, czasami zieloną. Mój noktowizor widzi lepiej niż moje oczy.

Nasłuchuję, wypatruję.

Nic.

Cisza.

Wraz ze świtem przekazaliśmy obiekt kolegom z państw sojuszniczych a my wróciliśmy na wody wokół Basry.

Kolejne statki

Powtórka z dni wcześniejszych skakaliśmy ze statku na statek, które znajdowały się głownie na rzekach, czy kanałach wokół Basry. Robiliśmy wejścia na statki które tamowały wejście do Basry, a do tej pory jeszcze nie były sprawdzone. Ostanie przeszukiwania statków w Basrze dochodziły do końca. Nasz pobyt w Basrze również szedł ku końcowi. Wykorzystując nas pobyt dostawaliśmy jeszcze zadania do przejęcia obiektów na ladzie i wodzie, ale ich poziom znaczenia był już coraz mniejszy.

Ofensywa wojsk sprzymierzonych tak szybko szła w kierunku Bagdady, że wojska irackie zbierały manele i wycofywały się w stronę stolicy. Druga paka zadaniowa poleciała za Bagdad przejąć tamę, która miała zasadniczy wpływ na lądowe podejście wojsk do Bagdadu. Jej wysadzenie to duża powódź wokół Bagdadu, a wojska pancerne czy zmechanizowane raczej słabo radzą sobie w terenie bagienny czy wodnym. Skutek tego byłby imponujący. Ofensywa stop i czekamy z poł roku, aż teren wyschnie i będzie miał walory bojowe.

Wiedza i doświadczenie

Dla mnie każdy dzień był taki sam. Każda noc taka sama. W noktowizji, czy bez, wchodziłem na statek zmieniając się rolami podczas opanowywanie obiektu. Każdy z nas mógł być pierwszym wchodzącym lub ostatnim. Każdy z nas zaliczył w tym czasie setki statków i setki wejść na obiekty, a wiedza i doświadczenie, które były przekazywane przez pokolenia starych operatów z pierwszych naborów zaprocentowała wspaniałym kunsztem żołnierskiego rzemiosła. Wtedy to dziennie zaliczaliśmy po trzydzieści, a może i więcej jednostek pływających w ciągu doby. Mało czy dużo, ale mega robota dająca dużo satysfakcji i radości jak ktoś ją kocha.

Wiele rzeczy dostałem od starych operatorów moich z GROM. Tutaj trzeba oddać cześć i szacunek moim starszym kolegom. Nie szczędzili razów słownych i fizycznych, oraz psychicznych męczarni aby wyszkolić każdego z nas – Operatora Wojskowej Formacji Specjalnej GROM.

Po pięknie rozpoczętym dniu i zajęciu kolejnych obiektów na wodzie doczekaliśmy się nocy. W nocy przy pomocy noktowizji ruszyliśmy na łowy wykorzystując cuda techniczne, które mieliśmy. Tak nam minęła noc. Świtem już wiedzieliśmy, że wracamy do Kuwejtu.

Powrót do KNB

Trzeba było jeszcze zorganizować transport. Najlepiej powietrzny, aby szybko nas przerzucić. Wojna to taka loteria jak chcesz lecieć to szukasz albo inni szukają środków, aby tobie pomóc. Tak też było i u nas. Śmigło, które było najbliżej nas i było wolne zostało skierowane po nas. Żadnego pustego przelotu. Szkoda kasy podatnika.

Opowieści z wojny - Basra

Śmigłowiec marynarki królewskiej marynarki wojennej wylądował na kawałku ulicy pomiędzy jakimś drzewami i budynkami. Pierwsza grupa operatorów z plecakami na grzbiecie w pełnym szpeju z pochylonymi głowami w szeregu truchtem zbliżała się do drzwi śmigła. Strzelec pokładowy przywitał nas piątką i wskakiwaliśmy do środka. Długo kazali sobie czekać Anglicy na przylot. Ja wyczekiwałem go jak zbawienia. A ile chuj..i kure.. poszło w ich stronę tego to najlepszy matematyk nie jest w stanie policzyć.

Kilkakrotnie przekładany przylot doprowadzał mnie do wkurwienia. Trzeba było zejść ze stanowisk. Bambetle donieść do miejsca lądowania. Następnie wrócić na stare stanowisko i przyjąć śmigło. To jest wojna. Tutaj się zapierda..

Wsiadłem i kilku z nas. Krótkim lotem do bazy przejściowej. Przerzucali nas na raty. Nie był aż tylu ptaków żeby zabrać na wszystkich od razu. Tutaj każdy smiglak się liczy. Jest ich zawsze za mało na każdym konflikcie i każdy lot jest ważny, a przelotów na pusto się nie uznaje.

FOB – baza wysunięta. Lądujemy paczkami po kilku z bambetlami. Czekam na innych aż przylecą. Kiedy są wszyscy organizujemy lot do Kuwejtu. Całość grupy zadaniowej ładuje się do chinooka i lecimy do lotniska AASalem w Kuwejcie. To lotnisko to mega sprawa. Piloci zawsze maja dobre żarcie i stołówkę otwarta non stop, a czasami jest ich kilka. To oznacza, że będziemy mogli zjeść ciepły gotowany posiłek.

Wybór na każdy gust

Lądujemy na płycie lotniska kuwejckiego. Szybko zrzucamy graty w jedno miejsce. Dzielimy się na paki i nawet jak ktoś nie zna angielskiego czy arabskiego to w tej chwili poznał słowa aby zapytać o stołówkę. Wszystkie smaki prowadza w jedna stronne.

Wchodzę wraz z innymi tak samo głodnymi jak ja, a może i lepiej. Rozglądam się co szef kuchni serwuje. Wybór na każdy wybredny nawet francuski gust. Do koloru, do wyboru. Patrzę – lodówki z lodami. Łapie kilka lodowych snikersów i wciągam jednym haustem. Żrąc lody ustawiam się w kolejce do jedzenia. W moich kieszeniach spoczywa dodatkowy lodowy smakołyk.

Mięso ala kotlet schabowy lub coś co go przypomina. Sałatka z jakas trawą i sosem. I deser – ciasto biszkoptowe z masa i galaretką. Soda do picia. Już jem oczyma.

Żołądek odwykł od gotowanego i tak dużego posiłku. Zjadam mięso albo je skubie bardziej. Ruszam sałatkę widelcem, bo nie jem. A deser zwyczajem wojskowym owijam w papier i biorę ze sobą. Jest za słodki. Co tam w środek pakują, że desery są tak słodkie, że jeść się ich nie da? Po drodze wychodząc łapie w garść kilka snikersów lodowych i sodę w kieszeń. A co, jak są to biorę. Kto wie kiedy następnym razem będę miał okazje zjeść lodowe smakołyki.

Siedzieliśmy sobie. Część w KNB zażywając kąpieli słonecznych i morskich. Część siedziała w Doha zażywając życia w blaszach. Każda paka rozlokowała się tam gdzie chciała, czy gdzie mogła. Czas sielanki nie trwał długo. Szły newsy o kolejnych ważnych w strategii zadaniach dla GROM.

Kierunki miłe, proste w książkach i opowiadaniach, czy telewizji nawet dla tych co tam nie było. Kierunek zapora wodna Mykarayain oraz mi bliższy ciału kierunek Bagdad. Szykowałem się do nocnego lądowania w Bagdadzie.

 

O Autorze “Opowieści z wojny”:

TOMASZ „ZAMOŚĆ” NEPELSKI

Właściciel firmy SOF Tactics by Tomasz Nepelski. Oficer rezerwy. Operator z 24-letnim doświadczeniem w służbie Ojczyźnie – w tym 19 lat w JEDNOSTCE SPECJALNEJ GROM.

Instruktor technik antyterrorystycznych, strzelectwa, wspinaczki skałkowej oraz survivalu. Absolwent wielu uczelni krajowych w tym: Szkoły Chorążych w Toruniu, Wyższej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Pułtusku oraz Nadbużańskiej Szkoły Wyższej im. Marka J. Karpia w Siemiatyczach. Swoje 24-letnie doświadczenie zdobywał podczas operacji specjalnych w rejonie Zatoki Perskiej, Bliskiego Wschodu oraz Azji Środkowej.

Zobacz także:

strona internetowa SOF Tactics by Tomasz Nepelski

strona na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *