Opowieści z wojny- część III

Jednostka GROM w rejonie Zatoki Perskiej

Platforma

Robota zrobiona 20-21/03/2003r. Historia. Wielki dzień dla GROM i dla OJCZYZNY. Czułem niesmak. chciałem, szykowałem się jak wielu innych od kilku lat na tą robotę. Żeby wejść i zrobić robotę. Tylko tyle. Aż tyle. A tu taki niesmak. Byłem, ale czegoś zabrakło. Dotknięcia platformy. Położenia nogi na niej. Szkoda. Inni weszli, zrobili, a ja czekałem, jak wielu z nas. By to ch….

Szliśmy dalej. Przerzucono nas do bazy pośredniej. Takiego FOB-u gdzie był jeden kontener z prysznicem i kilka namiotów. Dali odpocząć kilka godzin. Jedzenie super MRE, spanie gdzie kto mógł i naprzód do roboty. Wojna nie panienka i nie poczeka. Teraz liczyła się każda minuta i godzina. Na każdym kierunku szła inwazja i zaczynało się pole walk wokół.

Robiliśmy robotę, rachu ciachu i naprzód.

Żeby wejść do Umm Kasr najpierw trzeba było wyczyścić statki, które stały w wejściu do portu oraz te które z portu wychodziły. Robiliśmy jeden za drugim jak szło. Nie opierdalaliśmy się. Pot po dupie ściekał strumieniem, a my tłukliśmy wszystko co pod rękę wpadło. Wchodziliśmy na jeden, to na drugi. Zasuwaliśmy. Każda jednostka przez nas była zatrzymana, zaabordażowana i przejęta, a ilu ludzi – tych złych. W cholerę dobrej roboty.

Z USA dochodziły nas informacje i podziękowania za super zrobioną robotę. Za ten majstersztyk operacyjny w wykonaniu mało znanej jednostki specjalnej z kraju, gdzie większość ludzi na świecie nie wiedziało gdzie ten kraj leży. A co, z Polandy. Z Polandy, chu.. niesmak, i debata w sejmie o nas. I tam już było samo zło. Każdy sobie dupe nami wycierał. Nawet tutaj politycy i generałowie nie potrafili docenić kunszt naszej roboty.

Za to cały świat polityczny słał nam gratulacje. Przecież politycy wysłali nas na wojnę, a nie ciocia Gienia z wujkiem Marianem. Najcenniejsze pochwały szły od „konkurencji” z sił specjalnych. Nie ma nic lepszego niż inny SOF(siły specjalne) z uznaniem, zazdrością i szacunkiem patrzą na Ciebie I DOCENIAJĄ TWÓJ WARSZTAT PROFESJONALISTY. Skromnego człowieka, operatorów GROM z POLSKI.

Nie było czasu na załadowanie, przeładowanie i sen. Podzieleni na grupy zadaniowe. Wodzu wysyłał nas na kierunki. Robota paliła nam się w dłoniach. Od czasu do czasu gdzieś na morzu, zatoce, lądzie nasz szlak się przecinał i spotykaliśmy się. Kilka słów co robimy, gdzie lecimy i naprzód, bez zbędnych pierdół ( aż tęskni mi się „Panie” do tych czasów ). Poruszaliśmy się cały czas na Markach V w asyście Ribów (rodzaje łodzi).

Kawalkada łodzi przechodziła z miejsca w miejsce. Wytyczne spływały z naszego centrum zarzadzania wszechświatem – HSV (zdjęcie katamaran) i KNB (baza marynarki wojennej Kuwejtu). Ten super katamaran to swoiste all In one – centrum dowodzenia i zarzadzania światem, hotel i baza wypadowa. Coś wspaniałego. 

Jednostka GROM w rejonie Zatoki Perskiej

Pływaliśmy markami w asyście ribów ze statku na statek po drodze zaczepiając o jakaś przygodę. Wodzu wskazał obiekt i poszły operatory w kierunku statku. Drabinka speleo i naprzód wchodzimy na pokład. Szybki abordaż, przejecie kontroli i przekazanie statku innym z US. Schodzimy i lecimy na następny. A ten bez mała łatwiejsza robota z rufą nisko, wiec szybko z drabinką kowalskiego (zdjęcie) i naprzód paka zalewa pokład i przejmuje kontrolę nad statkiem. Następny cel zdobyty.

Tankowiec.

Tutaj drabinka to za mało. Bierzemy i wchodzimy po pałąkach wystających z burty, jak ninja. Wchodzimy , rozchodzimy się na kierunki. Lecę na mostek za jedynką. Lewa, prawa. Idzie za mną 3. Wchodzimy. I te spojrzenie załogi. W oczach widzę zamierające w nich życie. W ich głowach rodzą się pytania: to pojawiały się duchy? ale skąd? jak to? Nie ma odpowiedzi na pytania. Są tylko krótkie zwroty po arabsku – na ziemię, nie ruszaj się!!

Tubylcy pod kontrolą. Tankowiec przejęty. Idę. Mostek, lodówka. Lodówka? Czekaj. Widziałem coś do picia. Cola. No tak, tam gdzie kapitan tam i coś do picia. Jeszcze raz otwieram lodówkę. Patrzę i nie wierzę. Jestem uratowany. Idzie sygnał, że jest coś do picia. Zabieram parę puszek i pijemy. Cola to skarb w tych warunkach latania przez paręnaście godzin po statkach. Przy tak dużym wysiłku fizycznym i psychicznym człowiek staje się wielbłądem i pije non stop. A tego dnia biliśmy rekord za rekordem przejętych statków.

Z początku liczysz

Jeden, dwa, trzy. Z czasem już wiesz, że nie wiesz który to dzisiaj. Tylko ten co wskazywał cele zapisał, który to cel zrobiliśmy teraz. On wiedział wszystko. Szukasz czegoś do picia, wody, koli. Czegoś, aby się napić. Ale czegoś co jest zamknięte (trzeba uważać na syf). To co zabrałeś ze sobą do jedzenia i picia to zawsze za mało podczas roboty w tych „sprzyjających” warunkach. Na ribach czy markach zawsze mieliśmy coś do picia – wodę i MRE ( racje gotowe do spożycia). Racje alarmowe czy zapasy były dobre, ale człowiek nie wielbłąd, czy muł żeby pił cały czas wodę. Cukier tez jest potrzebny. Schodzimy na riba i lecimy na marka.

Odpoczynek

Po całym dniu latania po statkach, komenda: na HSV. Pakujemy sprzęt z markow na HSV. Robi wrażeni za każdym razem, kiedy na nim lądujesz. Łodziowcy z markow i ribow są w tym czasie ubezpieczeniem dla HSV. Jak my jemy, śpimy, odpoczywamy to Oni czuwają. Trzymają warte. Mają swój rytm zmianowy. Jedna paka czuwa, druga trzyma warte i na zmianę. Jak u nas. Jedni w polu, drudzy w polu. Też fajne zmiany mamy. Czekają tylko na zmianę warty i tez idą w kime (spać).

Szukam wolnego koja. Rzucam torbę ze szpejem i lecę się umyć – to rarytas. Słyszę tylko szybko prysznic – navy shower, czyli 1 minutówka. Wchodzę w ubraniach pod prysznic. Żel, myję ciało i piorę jednocześnie mundur na sobie. Taka kolej rzeczy – trzeba oszczędzać wodę. Byliśmy bardziej ekologiczni i prawi zanim stało się to modne. Świeże ubranie to super sprawa, organizm może odpocząć, na chwilę.

Nie marnuję czasu, a spać też nie idę jak większość. Z kumplem nie marnując czasu idę na popierduchy do kolegi z wywiadu US. Tajne miejsce to mała sala kinowa z ekspresem do kawy, jedzeniem z sofami i fotelami. Przeznaczona dla wybranych ludzi w wywiadu. Wchodzimy. Siedzą na fotelach i sofach byczki w amerykańskich mundurach bez oznaczeń. Każdy jak z żurnala. Nowe, świeże ciuchy. Wypoczęty. To o nich mówił adrmirał H, że jak plaża i paka to oni zawsze pierwsi, a do roboty to trzeba ich gonić.

Ciąg dalszy nastąpi…

Część I.

Część II.

 

O Autorze “Opowieści z wojny”:

TOMASZ „ZAMOŚĆ” NEPELSKI

Właściciel firmy SOF Tactics by Tomasz Nepelski. Oficer rezerwy. Operator z 24-letnim doświadczeniem w służbie Ojczyźnie – w tym 19 lat w JEDNOSTCE SPECJALNEJ GROM.

Instruktor technik antyterrorystycznych, strzelectwa, wspinaczki skałkowej oraz survivalu. Absolwent wielu uczelni krajowych w tym: Szkoły Chorążych w Toruniu, Wyższej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Pułtusku oraz Nadbużańskiej Szkoły Wyższej im. Marka J. Karpia w Siemiatyczach. Swoje 24-letnie doświadczenie zdobywał podczas operacji specjalnych w rejonie Zatoki Perskiej, Bliskiego Wschodu oraz Azji Środkowej.

Zobacz także:

strona internetowa SOF Tactics by Tomasz Nepelski

strona na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *