„Operacja Arapaho” co raz bliżej?

Soyers - "Operacja Arapaho"

W lutym tego roku informowaliśmy Was o zapiskach Soyersa – weterana Jednostki Wojskowej Komandosów, który od jakiegoś czasu spisywał swoje wspomnienia „do szuflady”. Sprawa najwyraźniej nabiera tempa ponieważ w ostatnich dniach w serwisie Facebook pojawił się kolejny fragment jego autorstwa wraz z podanym tytułem książki – „Operacja Arapaho”. Wszystko wskazuje na to, że do premiery co raz bliżej. A czy warto czekać? Zobaczcie sami.

„Talibowie zaczynają się cofać. Obserwujemy jak zaczynają ewakuować rannycSoyers - "Operacja Arapaho"h i zabitych. Nie przeszkadzamy im. Mimo wszystko zasłaniają się dziećmi, aby uniknąć naszego ostrzału. Wiedzą, że ich doskonale widzimy. Ponieśli dość dotkliwe straty i chyba zorientowali się, że nic tu nie wskórają. Tutejsi bojownicy kierują się dość prostą i skuteczna zasadą w walce z siłami koalicji. Starają się wybierać tak zwane „soft targets”, czyli dosłownie miękkie cele, które uda im się łatwo i skutecznie zaatakować. Zwykle przy pomocy min pułapek, tak zwanych IED, lub przy pomocy ostrzału z broni ręcznej i granatników RPG. Kiedy tylko okazuje się, ze przeciwnik jest zbyt silny i dobrze przygotowany, najczęściej rezygnują z dalszej walki. Jeszcze gdzieś z północnego skaju wioski dochodzą odgłosy pojedynczych wystrzałów, ale już nam raczej nie zagrażają. Mimo to, czujność musimy zachować do samego końca. Wtem w radiu słyszę znajomy głos. To „Czarny” dowódca formacji Mi24.

– Cougar tu Tommy Gun. Jak mnie słyszysz?
– Tommy Gun tu Cougar. Słyszę Cię na 5. Podaj swoją pozycję. Nadal jesteśmy w kontakcie ogniowym, choć przeciwnik troszkę się cofnął. W rejonie celu nadal możliwy ostrzał z broni ręcznej i RPG.
– Przyjąłem. Będę za około 5 minut.
– Rozumiem. 5 minut. Proszę o agresywny „Show of Force” nad wioską. Kierunek ze wschodu na zachód. Jeśli nadal cos planują musimy ich ostatecznie zniechęcić.
– Przyjąłem. „Show of Force” ze wschodu na zachód. 4 minuty.
– Roger. Kontynuuj.

Przekazuję do chłopaków informację o SoF, informuję także pilota EA6-B, który wciąż nad nami lata. Spoglądam na pasmo górskie, za którym jeszcze niedawno zniknęły nasze śmigłowce. Nagle pojawiają się w oddali dwa punkty, które szybko zbliżają się w naszą stronę. Po chwili już wyraźnie można rozpoznać sylwetki naszych Mi24. Za nimi w oddali lecą Mi-17, które mają nas podebrać. Zgodnie z ustaleniem zostaną troszkę z tyłu w bezpiecznym miejscu, aż będziemy gotowi do podjęcia.

„Hind”(Mi24 w kodzie NATO) robi wrażenie swoją groźna sylwetką. Mimo, że lata świetności mają raczej już za sobą to nie chciałbym sprawdzać ich skuteczności na własnej skórze. Doskonale rozumiem Talibów. Najpierw pierwszy a po chwili drugi śmigłowiec szturmowy przelatują nisko nad wioską. Z mojej pozycji jestem w stanie zobaczyć sylwetki pilotów. Chłopaki robią naprawdę kawał dobrej roboty. Odgłos silników oraz łopat wirnika a także ich specyficzna sylwetka robią piorunujące wrażenie.

Talibowie praktycznie znikają z ulic. Nie podejmują już walki. Tylko nieliczni gapie i dzieciaki nas obserwują. Straty, jakie ponieśli, nasza skuteczność i precyzja plus przewaga z powietrza zniechęciła ich całkowicie z dalszej aktywności. Szturm kończy działanie na obiekcie czyli zbieranie i zabezpieczanie dowodów. Po chwili chłopaki meldują gotowość do wyjścia z obiektu. Osłaniani przez śmigłowce oraz snajperów ruszają w odwrotnym szyku w kierunku punktu podjęcia, który znajduje się za wzgórzem, tam, gdzie był punkt desantowania. Na ogół wybieramy inne miejsce niż desantowania, ale w tym przypadku wzgórze daje świetną osłonę od strony wioski dla lądujących śmigłowców. Zresztą to miejsce, jak i jego okolice mieliśmy cały czas pod kontrolą. Kiedy tylko szturm i „roofteamy” docierają za wzgórze zwijamy nasze stanowiska i ruszamy w dół.

Soyers - "Operacja Arapaho"

– Tommy Gun, tutaj Cougar, zwijamy się, obserwuj czy za nami podążają, jeśli zobaczysz ruch w naszym kierunku masz zgodę na „Suppresion fire” miedzy naszymi pozycjami a podchodzącymi do nas Talibami. Daj mi tylko znać jak będziesz zamierzał otworzyć ogień. Nie chcemy żadnych niespodzianek podczas „extraction” (podjęcia).
– Przyjąłem. Wykonuję.
– Break, break. Nomad 04 (Mi-17) tu Cougar, gotowi do podjęcia za 4 minuty, kolejność odwrotna jak przy desantowaniu.
– Nomad przyjął. 4 minuty. Podchodzę z południowego zachodu.

Po chwili wszyscy siedzimy w śmigłowcach i wracamy do bazy. Więcej niespodzianek nie było. Jeszcze z pokładu śmigła odwołuję Prowlera i dziękuję mu za to, co dla nas zrobił. Udawać CAS przez samolot EW (walki elektornicznej), to nie zdarza się często. Jeszcze nie raz podczas tej wojny miałem okazję się przekonać jak mocno piloci są zaangażowani w to, co dzieje się na ziemi. Robią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc nam. Bez tych ludzi bez wątpienia nasze operacje byłyby dużo bardziej niebezpieczne, a może nawet i niemożliwe do wykonania.

W śmigłowcu Rysiu dość wymownie całuje lufę swojego Accuraccy. To był kawał dobrej roboty. Po powrocie do bazy dowiedzieliśmy się z raportów wywiadu, ze kilku talibów poniosło śmierć i kilku zostało ciężko rannych. Wywiezieni zostali na leczenie do Pakistanu. Jak się okazało chłopaki z „roof teamów” celnym ogniem kładli podchodzących z bronią do obiektu. Najbliższy cel został położony przez dowódcę roof teamów z odległości niespełna 50 metrów. Swoje żniwo zebrali też snajperzy. Talibowie do samego końca nie zdawali sobie sprawy, ze są rażeni ze wzgórza nieopodal wioski.

Na obiekcie udało się zatrzymać IED „makerów” oraz zabezpieczyć liczne ślady produkcji ładunków. Samych materiałów jednak już nie znaleźliśmy. Musiały zostać świeżo wywiezione”.

 

Jeśli chcecie trzymać rękę na pulsie to koniecznie polubcie profil firmy Soyersa – „POL SOF Academy – PSA – Strzelanie/ Taktyka/ Planowanie” w serwisie Facebook.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *