Najskrytsze marzenie dotyczące gór

Mountain Expedition 2013

Jednak to w Pionie Szkolenia zrealizowało się jedno z moich najskrytszych marzeń dotyczących gór. Gdy objąłem obowiązki w Pionie Szkolenia, komórka szkolenia górskiego w Dowództwie Wojsk Specjalnych rozpoczęła nabór na „I kurs instruktorów szkolenia górskiego, wysokościowego i w warunkach arktycznych wojsk specjalnych”. Po wstępnych kwalifikacjach i ocenie doświadczenia dostałem miejsce w kursie wraz z moim kolegą od czasów Zetki, Długim.

Kurs rozpoczął się od podstaw. Obejmował szkolenie skałkowe, następnie taternickie letnie i zimowe, kurs taternictwa jaskiniowego, kurs działania w rzekach górskich i powodziowych, szkolenie lawinowe i narciarskie, szkolenie alpejskie i arktyczne.

Zwieńczeniem tego ponadrocznego szkolenia był wyjazd w najwyższe góry świata – Himalaje. Ćwiczenie pod nazwą „Mountain Expedition” realizowane było na podstawie szkoleniowej umowy partnerskiej z Armią Indyjską i odbyło się na pograniczu Indii i Pakistanu w stanie Dżammu Kaszmir, a celem było zdobycie szczytu Mount Nun, mierzącego 7135 m n.p.m.

21 sierpnia 2013 roku wyleciałem na ponad dwa miesiące do Indii, gdzie brałem udział w Wyprawie Wojsk Specjalnych w Himalaje oraz w Kursie Snajperów Wysokogórskich w High Altitude Warfare School (HAWS) w Gulmarg. W ekspedycji na siedmiotysięcznik uczestniczyli żołnierze ze wszystkich jednostek wojsk specjalnych, czyli JWK, JW Grom, JW Formoza, JW Agat, JW Nil oraz z komórki górskiej DWS, a także lekarz z Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM).

Wyjazd poprzedzony był bardzo intensywnym szkoleniem alpejskim we Francji i Szwajcarii. Pod okiem przewodnika wysokogórskiego Marcina Kacperka odbyliśmy trening lodowcowy oraz zdobyliśmy kilka nietrudnych technicznie szczytów czterotysięcznych w celu aklimatyzacji do działania na wysokościach tego rzędu w Himalajach. Niestety, czasookres między Alpami a Indiami był zbyt długi i cała aklimatyzacja wyparowała z nas, o czym przekonaliśmy się już w drodze do wsi Tongul, z której zaczynaliśmy wspinaczkę.

Przylecieliśmy z New Delhi, które jest na wysokości 200 m n.p.m., do Leh, miejscowości na Wyżynie Tybetańskiej, położonej na wysokości 3500 m n.p.m., i już odczuliśmy pierwsze objawy różnicy wysokości. Pozostałą część drogi z Leh do Tongul pokonaliśmy wojskowym autobusem i była to przygoda sama w sobie. Blisko 300 km najpierw doliną rzeki Indus, a później górskimi serpentynami przez przełęcze na wysokościach przekraczających 4000 m n.p.m. Po szutrowych drogach, na których pierwszeństwo przejazdu miał ten, kogo klakson był głośniejszy, jechaliśmy ponad dwa dni.

Podróżowaliśmy z uszami pozatykanymi papierem toaletowym, gdyż nasz autobus miał chyba najmocniejszy klakson w całych Himalajach Zachodnich, a puszczana przez kierowcę na cały gwizdek muzyka indyjska wypełniała chwile między wściekłym trąbieniem przed każdym zakrętem. Opisanie całej wyprawy na kilku stronach niestety nie jest możliwe, gdyż jest to historia, przynajmniej dla mnie, tak niesamowita, pełna tylu różnych emocji i przygód oraz przemyśleń, które zmieniły moje postrzeganie świata, że prześliźnięcie się tylko kilkoma słowami będzie rozbabraniem tematu.

 


Powyższy fragment pochodzi z książki Krystiana „Wójo” Wójcika pt. „#Stara Paka No. 3”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.