Jednostka GROM – Gdzieś, kiedyś… część IV – Pościg

tablica Baza Ghazni

Jest późny wieczór. W Bazie Ghazni panuje dziwny niepokój, jakby cisza przed burzą. Już od kliku dni Talibowie nie ostrzeliwują rakietami 105 mm naszej bazy. Nagle z głośników radarów pola walki dobywa się głośny sygnał „Incoming! Incoming!”. Wiemy, że mamy kilka sekund zanim rakieta uderzy w jakiś bliżej nam nieznany punkt w bazie. Równie dobrze może to być moja „bi-chata” (drewniany domek w którym mieszkałem razem ze swoją sekcją) lub jakiekolwiek inne miejsce. Jeszcze w tym okresie lekceważyłem każdy taki sygnał, choć wiedziałem jakie potężne skutki może za sobą przynieść nieprzestrzeganie tych zasad. Nie byłem sam w tym nierozsądnym postępowaniu.

Pamiętam Wielkanoc 2010 r kiedy dopiero przyjechaliśmy do Bazy Ghazni z Polski. Wtedy to amerykański żołnierz, który wracał ze stołówki do swojego kontenera, został trafiony odłamkami rakiety, która uderzyła w naszą kapliczkę. Mimo natychmiastowej pomocy żołnierz zmarł w wyniku odniesionych ran. Kawałki niezwykle ostrego metalu rozerwanego kadłuba rakiety potrafiły pociąć ciało tak skutecznie, że wnętrzności wylewały się natychmiast z człowieka na ziemię. Wtedy z naszej kaplicy po wybuchu uratował się tylko drewniany krzyż. Ale wróćmy do momentu w którym rozbrzmiał komunikat o nadchodzącym ataku. Nie zdawałem sobie wtedy jeszcze sprawy jaka pełna adrenaliny zapowiada się noc przed nami.

Trzeba by odpowiedzieć

W odpowiedzi na atak z zewnątrz mieliśmy do dyspozycji kilka możliwości jedną z nich była samobieżna armatohaubica „Dana”. Ta potężna 152 mm armata potrafiła strzelać nawet na odległość 20 km. Niestety podjęcie decyzji o odpowiedzi na atak nie było mocną stroną polskiego dowództwa. Mimo wszystko do naszego centrum dowodzenia przyszło szybkie zapytanie „Co robić?”. Żołnierz Wojsk Specjalnych szkolony jest aby walczyć i zwyciężać.

Całe swoje życie spędza na morderczych treningach aby być zawsze w gotowym do uderzenia. Szkolony jest również do natychmiastowego podejmowania decyzji ponieważ w walce nie ma czasu na dywagowanie czy oddać strzał teraz czy może za chwilę. Brak szybkiej decyzji może narazić ciebie oraz twój zespół na śmiertelne niebezpieczeństwo. Dlatego dowódca TF 49 bez wahania zarekomendował dowódcy Polskiego Kontyngentu natychmiastową odpowiedź ogniową. Dodatkowym wzmocnieniem naszego bezpieczeństwa był wiszący kilkaset metrów nad naszymi głowami potężny balon który pełnił rolę „Wielkiego Brata”. Zainstalowana na nim optoelektronika, kamery, aparaty dzienno-nocne pozwalały obserwować okolice bazy na odległość kilku kilometrów.

Dana zagrała

Zebraliśmy się w centrum dowodzenia obserwując na wielkim monitorze reakcję bojowników talibskich przygotowujących się do kolejnego ostrzału. Tym razem z moździerzy. Balon z niezwykłą precyzją śledził ich poczynania. Nagle potężny huk. Ziemia zadrżała i wszystkie przedmioty w pomieszczeniu zaczęły drżeć. Czy to kolejny atak? Na początku tak myśleliśmy jednak to nasza Dana „zagrala” w odpowiedzi na ostrzał bojowników. Obserwujemy monitory które na żywo pokazują efekt ostrzału. Wielki tuman kurzu, który nie pozwala na identyfikację ostrzelanego celu. Nagle pojawiają się sylwetki bojowników – żyją! Ze zdziwieniem na twarzach patrzymy jak uciekają z bronią w kierunku pobliskiej wioski.

armatohaubica Dana

To był dopiero początek niezwykłej nocy. Jeszcze wiele miało się dzisiaj wydarzyć. Zagrożenie nie zostało zneutralizowane i zdeterminowani bojownicy mogli ponowić próbę ataku na żołnierzy w bazie. Dlatego nasz dowódca zarekomendował pościg za nimi. Już wiedzieliśmy, że szykuje się nocna wyprawa. Tego dnia ogłoszono stan „Red” – czyli zawieszenia lotów ze względu na złe warunki pogodowe. Jedyną opcją było przemieszczenie się w rejon pościgu naszymi Hummerami lub Rosomakami, które akurat były dostępne w bazie. Szybkie planowanie, skompletowanie sprzętu: broń, amunicja, ładunki wybuchowe, noktowizja, oczywiście woda i zapasowe baterie które w tych warunkach wyczerpywały się niezwykle szybko.

Pod osłoną nocy…

Pod osłoną nocy przemieściliśmy się w rejon pozostawienia na pojazdach a dalej już jako patrol pieszy. Noc w Afganistanie potrafi być naprawdę ciemna, rozrzedzone powietrze na wysokości ponad 2000 m npm daje się we znaki. Trzeba odpowiedniej wytrzymałości psychofizycznej aby dać sobie radę w tych warunkach. Zawsze kiedy po wyjściu z samochodów zatrzymywaliśmy się w ubezpieczeniu okrężnym podnosiłem gogle noktowizyjne sprawdzając jak ciemno jest wokół mnie. Zadowolony wiedziałem że jesteśmy niewidoczni dla potencjalnego przeciwnika. Często Afgańczycy nazywali nas duchami albo diabłami ze względu na nasz wygląd. W ciemnościach gogle noktowizyjne zamontowane na hełmach wyglądały jak rogi diabła a nasze postury z bronią budziły w nich przerażenie.

afganistan

Ruszamy w kierunku miejsca ostrzału. Wolno, spokojnie, kryjąc wszystkie sektory. Nawigator prowadzi nas do miejsca docelowego. Niestety odkrywamy, że nie ma śladów po moździerzach. Nie ma również dowodów aktywności przeciwnika. W tym momencie dowódca bojowy Groud Commander dostaje informację o przemieszczeniu się bojowników do jednego z compoundów w pobliskiej wiosce. Szybka reorganizacja, wprowadzenie współrzędnych do GPS i patrolem ubezpieczonym przemieszczamy się w kierunku celu. Wioska afgańska to niezwykły cud architektoniczny. Zupełnie niespotykany w Europie a może nawet na świecie. Totalna ciemność, wąskie nieutwardzone drogi pokryte spływającymi z zabudowań nieczystościami, pełno rowów, zagłębień i dziur w które można bez problemu wpaść i na przykład złamać nogę. To wszystko spowalnia marsz a dodatkowo generuje zagrożenie, które w każdej chwili może pojawić się z każdej strony…

Co się wydarzyło dalej? Jak przebiegała dalsza wyprawa? Na odpowiedzi na te pytania będziesz musiał poczekać. Jednak twoja cierpliwość będzie nagrodzona. Więcej dowiesz się wkrótce

Poprzednie odcinki opowieści Krzysztofa Puwalskiego:

odcinek I

odcinek II

– odcinek III

Krzysztof Puwalski Jednostka GROM K9Więcej o Autorze

Krzysztof Puwalski ma na koncie 22 lata służby w Siłach Specjalnych. Operator Jednostki Wojskowej GROM. Twórca i pierwszy dowódca Grupy Przewodników Psów Bojowych JW GROM, kilkukrotny uczestnik misji w Iraku i Afganistanie.

Teraz realizuje się organizując konferencje i szkolenia. Szczegóły znajdziecie na stronie SOF Project Krzysztof Puwalski oraz w odcinku cyklu „Ludzie Wojsk Specjalnych”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.