GROM na Saharze

Jednostka Wojskowa GROM na Saharze - lata 90te

Od czterech dni jesteśmy na południu Tunezji, na skraju Wielkiego Ergu Wschodniego, który jest typową wizytówką Sahary. Kieruję trzynastoosobową grupą polskich i rosyjskich komandosów z elitarnych jednostek antyterrorystycznych, którzy przechodzą intensywny kurs szkoleniowy w nieznanym terenie, gdzie nie ma dróg i ludzi. Jest tylko zabójczy upał, oślepiające słońce i bezkresny ocean piasku.

Jeszcze przed wyjazdem z Polski niektórzy uczestnicy kursu na Saharze, komandosi z jednostek antyterrorystycznych, pytali mnie na czym polegać będzie tak zwany “marsz prawdy”. I oto mają odpowiedź. Zwykle karawana wyruszała w drogę wczesnym rankiem, ale dziś, nieoczekiwanie, nastąpiło opóźnienie. Wyruszyliśmy dopiero o dziewiątej, gdy skwar lał się już z nieba. Zapowiedziałem, że będziemy przemieszczać się wbrew wszelkim zasadom przetrwania na pustyni. Kiedy pomiędzy jedenastą a szesnastą słupek rtęci przekracza 60 stopni Celsjusza i życie na pustyni całkowicie zamiera, nas czeka forsowne maszerowanie. Test ten wymagać będzie od każdego dużej wytrzymałości i jeszcze większej determinacji.

Może się zdarzyć, że któregoś dnia rosyjski samolot z polskimi pasażerami zostanie opanowany przez porywaczy i wyląduje na jakiejś pustyni. Operacja odbicia zakładników powierzona będzie wtedy tym ludziom, którzy nauczyli się już pewnie poruszać w takim terenie, znają klimat, zwyczaje miejsowej ludności, a także potrafią precyzyjnie działać w warunkach ekstremalnych.

Zabójcza spiekota

Idziemy zapadając się po kostki w sypkimm i rozpalonym piasku. Nieustannie zygzakiem, wyszukując łatwiejszego przejścia pomiędzy stromymi wydmami. Wokół nas piekło z jego bezlitosną, zabójczą spiekotą. Najbardziej niegościnne środowisko na Ziemi przytłacza swoim bezmiarem i przerażającą pustką. Brak jakiegokolwiek punktu odniesienia wzmaga uczucie bezsilności i wewnętrznej udręki.

Każdy z nas ma w manierce dwa litry wody, które muszą wystarczyć do wieczora. Z każdą godziną marsz wydłuża się w nieskończonoś, narasta zmęczenie, gardło i usta są wyschnięte, język staje kołkiem. Z pewnością każdy stracił z organizmu przynajmniej półtora litra płynów. Fizjolodzy mówią, że w takiej sytuacji wytrzymałość człowieka zmniejsza się o jedną czwartą. Jeszcze większa utrata wody doprowadziłaby do odwodnienia tak drastycznego, że nie trzeba byłoby się już więcej martwić o przetrwanie.

Krótko po szesnastej docieramy do palm daktylowych, wśród których tryska zbawienna woda, istna rozkosz, której niegdy nie zaznają ludzie żyjący w mieście. Nie mogą się nadziwić, że człowiek z innego kręgu cywilizacji nie utknął gdzieś wśród morza piasku. Pokonaliśmy samych siebie i udowodniliśmy, że nasz organizm ma potężne rezerwy energii, które dzięki silnej woli można wyzwolić w każdej trudnej chwili. Tylko w takich sytuacjach człowiek ma okazje poznać lepiej siebie, swoje słabości i mocne punkty.

Jacek Pałkiewicz

To tylko fragment artykułu Jacka Palkiewicza z września 1997 roku opisujący szkolenie żołnierzy Jednostki Wojskowej GROM, policyjnych antyterrorystów, Urzędu Ochrony Pańśtwa oraz żołnierzy MSW i MON Rosji, które ten utytułowany podróżnik przeprowadził na Saharze. Jeśli chcecie przeczytać cały to znajdziecie go na stronie palkiewicz.com. O tym szkoleniu mogliście także przeczytać w artykule “GROM na Saharze” w 10 numerze magazynu Komandos z 1997 roku, a także kilku innych czasopismach.

Jacek Palkiewicz jak pisze na swojej stronie to “reporter, jeden z najbardziej aktywnych podróżników i eksploratorów naszych czasów. Trener i twórca survivalu w Europie. Niestrudzony organizator wypraw na wszystkich szerokościach geograficznych globu. Z zapałem dokumentujący pradawne kultury małych grup etnicznych, które pod niszczącymi wpływami naszej cywilizacji na zawsze znikają z powierzchni ziemi…

Na swoim koncie ma wiele osiągnięć i wyróżnień jak: odkrycie źródła Amazonki, szkolenia kosmonautów i jednostek antyterrorystycznych, założenie pierwszej w Europie szkoły survivalu”. A opisywane szkolenie było tylko jednym z wielu prowadzonych przez niego dla jednostek specjalnych z Polski, i nie tylko. Swoich kursantów zabierał w Himalaje, na Saharę, czy w amazońską dżunglę. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *