“Dzień naszych drugich urodzin”

Karbalski wpierdol - płonący Honker

Gdy słyszymy słowo “Karbala” na myśl przychodzi kilkudniowa obrona karbalskiego ratusza (city hall) przez polskich żołnierzy kapitana Kaliciaka i bułgarskich sojuszników. Jednak nie tylko oni w tym czasie mieli ciężkie przeprawy z irackimi rebeliantami z “Armii Mahdiego”. 16 lat temu 06.04.2004 miał miejsce tzw. „Wpierdol karbalski”, w którym uczestniczył 1 Pułk Specjalny Komandosów z Lublińca. Przez uczestników określany jako “Dzień naszych drugich urodzin”. Przeczytajcie relację z tego dnia mł.chor.rez. Krystiana Wójcika “Wójo”.

“Przez moje 17 lat służby w 1PSK/JWK odbyłem wiele potyczek ogniowych, tzw. kontaktów, ale tylko raz zdarzyło się, że mój pododdział był w tak głębokiej defensywie. Opowiem Wam jak ja to zapamiętałem.

Moja sekcja stacjonowała w Camp Lima w Karbali. Była wydzielona z Kompani Specjalnej do współpracy z ODA – 5th SFG. Sytuacja w mieście była już mocno napięta. Trwały walki o tzw. City Hall. Wraz z ODA „polowaliśmy” na watażków Armii Mahdiego.

1 Pułk Specjalny Komandosów

“Rozejrzeć się na mieście”

Tego dnia wyjechaliśmy z bazy aby „rozejrzeć się na mieście”, pogadać z policją na posterunkach (CP) oraz spotkać się z żołnierzami bułgarskich sił specjalnych (BULSOF), którzy „obsługiwali” swoją część miasta. Ok. godz. 15.40 wraz z BULSOF oraz lądówką bułgarską na BRDMach dojechaliśmy do CP na zachodnich peryferiach miasta. Po 20 min rozmów z lokalnymi policjantami na CP ruszyliśmy w kierunku centrum. 3 HMMWV ODA, 1 Honker, 3 Chevrolety BULSOF oraz 2 BRDMy – było nas sporo. Prowadzili Bułgarzy w Chevroletach następnie Amerykanie, my i zamykały BRDMy. Czuliśmy się pewnie.

Była 16.00. Z odległości ok 200m zostaliśmy niecelnie ostrzelani z pickupa, który szybko znikł w bocznych uliczkach. Nawet nikt nie zdążył odpowiedzieć. Jak się później okazało była to tzw. sygnałówka, że wjeżdżamy w rejon przygotowanej zasadzki – w strefę śmierci. Wjechaliśmy w dosyć gęstą zabudowę trzy i czteropiętrowych budynków.

Zaczęło się.

Prali do nas ze wszystkiego i zewsząd. Granaty RPG latały przed nami, nad nami i za nami. Z każdego budynku i z każdej ulicy walili z karabinów maszynowych, kałaszy, RPG i rzucali granaty ręczne. Kanonada trwała w nieskończoność. Świst, gwizd i tumany kurzu. Miałem ochotę schować się do hełmu. Położyłem karabinek w zgięciu łokcia i wywaliłem magazynek ot tak, trzymając jedną ręką kierownicę i podał gazu w podłodze. Widziałem Matta z ODA w HMMWV przede mną jak szarpie się z zaciętym granatnikiem Mk19 tak zaciekle, że wyrwał dźwignię przeładowania (Matt został ranny w podudzie).

Karbalski wpierdol - notatki po akcji

Mimo posiadanych notatek z tamtego dnia nie potrafię powiedzieć jaka była rzeczywista kolejność wydarzeń, ale czy to ważne… W tamtych chwilach nie zastanawiałem się dlaczego nasz karabin maszynowy milczy. Domin – nasz gunner dostał jako pierwszy i spadł z „gunnerki” nie oddając ani jednego strzału. Byłem wtedy medykiem. Sikor „sygnalizował” drugi postrzał.

“Jedź kur…”

spalony Honker 1 Pułku Specjalnego Komandosów

Widziałem nadlatujący granat ręczny rzucony z dachu. Eksplodował tuż przy moim boku. Poczułem podmuch na udach jakby coś wleciało do środka auta. Zerknąłem na Endrju, który siedział na prawym fotelu. Siedział tyłem do kierunku jazdy i napierdalał w swój sektor. Samochód nagle wyraźnie stracił moc mimo gazu w podłodze. Redukcja – nic. Dyfer, reduktor – nie chce się zapiąć. Prawie stoimy (w strefie śmierci!). Endrju krzyczy – „jedź kurwa!!!” Pomogło – zapięło się wszystko i nasz rolniczy wóz bojowy żwawiej ruszył do przodu. Ze strefy śmierci wytoczyliśmy się siłą pędu bez pracującego silnika i bez działającego układu kierowniczego.

 

Od razu przeskoczyłem do tyłu spełniać swą powinność medyka. Sikor – „kurwa nie tnij mi kamizelki!” (prywatna). Domin – „Wójo, jeszcze ja”. Trwa ewakuacja rannych i sprzętu z pojazdu. Kiedy opatruję rannych, ktoś zabrał mi mój karabinek. Wpadłem wtedy na „fantastyczny” pomysł: wezmę sobie kluczyki na pamiątkę. Kiedy ja szarpałem się z kluczykami , które utknęły w stacyjce konwój ruszył. Jestem bez broni głównej. Udało mi się zatrzymać ostatniego Chevroleta. Wsiadam. Na tylnej kanapie leży operator BULSOF ranny w brzuch. Opatruję go na ile zostało mi środków w kieszeniach (apteka główna na innym pojeździe). Wjeżdżamy w kolejną zasadzkę. Biorę bułgarskiego kałasza, wybijam okno i strzelam. 

Łączny dystans przez jaki nas prali to ok 1,5 km. Trwało to nie więcej jak 5 min – najdłuższe w życiu. W mojej sekcji miałem 3 rannych, Amerykanie jednego, a Bułgarzy trzech. Dotarliśmy do bazy Juliet, ale dzień się jeszcze nie skończył. Historia dalej była troszkę straszna, troszkę smutna i troszkę śmieszna, ale o tym może innym razem.

Wójo z 1 Pułku Specjalnego Komandosów

6 kwietnia każdego roku to dzień naszych drugich urodzin.”

mł.chor.rez. Krystian Wójcik, Wójo

#starapakajwk #ctc

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *